Strony

4 grudnia 2014

Rozdział 2


Evans zaczęła klaskać jak oszalała. Najszczęśliwsza wydawała się właśnie ona. W końcu jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa,  ta, z którą zerwała kontakt gdy dostała się do Hogwartu. Ta sama właśnie podążała w stronę stołu gryfonów ze szczerym uśmiechem na twarzy. Chciała podejść, przytulić i pogratulować jej dostania się do Gryffindoru,   ale niestety... Ktoś już ją uprzedził... James.
Widziała jak do niej podchodzi i ściska mocno, a następnie cmoka krótko w usta. Nagle poczuła lekką zazdrość. Z powrotem jednak przybrała uśmiech i pokazała Miley, żeby podeszła. Dziewczyna wyplątała się z uścisku Jamesa i usiadła obok niej, wcześniej dając się mocno wyściskać.
- Puść, bo mnie jeszcze udusisz- powiedziała rozbawiona i wyszczerzyła się.
- Czyli co? Robimy dzisiaj nocowanie?- zapytała Dorcas.
- No jasne - odpowiedziała Lilka nakładając sobie na talerz sałatę i kukurydzę. Widząc pytający wzrok nowej współlokatorki dodała:
- To taki nasz zwyczaj. Zawsze w pierwszy dzień roku urządzamy sobie taką "noc zwierzeń". Gadamy o różnych sprawach. W kim się zakochałyśmy, o czym myślimy itd.- machnęła ręką.
- Świetnie, już się nie mogę doczekać- szepnęła Miley w stronę dziewczyn, kiedy zauważyła jak huncwoci przysłuchują się ich rozmowie.
- Oj... Ty już tak nie oczekuj. Pierwsze, co, to wypytamy cię o Jamesa- powiedziała jej Alicja i mrugnęła w jej kierunku co ta skwitowała śmiechem.
-O tak... To będzie wspaniały rok...- pomyślała Simon i wzięła się za jedzenie, ostatni raz spoglądając na twarze nowych przyjaciółek.






***





- Łapo czy ty to widziałeś?!- krzyknął James będąc już w swoim dormitorium.
- Widziałem i myślę, że jesteś totalnym debilem.
- Co masz na myśli?- zapytał już spokojniej.
- To co powiedziałem- warknął i usiadł na łóżku.
- Rogacz zrozum go...- zaczął Remus.- Lilka ostatnio stała się dla niego trochę jak młodsza siostra, o którą trzeba się ciągle troszczyć, a ty ranisz i ją i Miley. To co robisz jest niezdrowe, żeby nie powiedzieć chore...
- Nie przesadzajmy...-rzucił się na łóżko z grymasem na przystojnej twarzy.
 Remus spojrzał krzywo na Jamesa i wpakował do komody kolejną koszulę. Po chwili ciszy odezwał się:
- Czy pomyślałeś w ogóle o Miley?
 Okularnik zerknął na niego pytająco.
-No wiesz... W końcu dowie się, że jesteś z nią, aby wzbudzić zazdrość w jej przyjaciółce.
-Szczerze?-podniósł się.-Wydaje mi się, że też woli się przyjaźnić.
-A jeżeli nie?-Peter wsypał sobie do buzi resztę fasolek z opakowania po cukierkach.
-Muszę z nią porozmawiać- Potter machnął różdżką, a na ścianie przy jego łóżku rozwiesiły się plakaty z drużynami quidittcha.
-Tak musisz- warknął Black i wszedł do łazienki, przewieszając sobie ręcznik przez ramię.









 Na środku dormitorium siódmoklasistek z Gryffindoru, siedziało pięć dziewcząt. Każda była przebrana w piżamę i opierało się o mnóstwo poduszek, ułożonych na puszystym dywanie. Na szafkach i komodach porozstawiane było mnóstwo świeczek, nadających nastrój. Praktycznie każda była o innym zapachu, co sprawiało, że w powietrzu unosiła się bliżej nieokreślona, słodka woń.
-Mów, mów, mów!- namawiała gryfonkę Ann, domagając się wieści na temat związku Miley.
- Powiem, ale dopiero, gdy ty mi powiesz co jest między tobą, a Remusem.
- Dobrze się targujesz Mil- odparła i posłała jej mściwe spojrzenie, które mogłoby zabić gdyby nie fakt, że chwilę później zaczęła głośno rechotać.
- No dobra Ann... I tak chcemy wiedzieć, co jest pomiędzy wami dwojgiem- poparła ją Ala ruszając brwiami w górę i w dół.
- No bo... Ja... się chyba zakochałam...- odpowiedziała i spuściła głowę w dół spiekając buraka.
- Ooo... Annn... To nie powód do wstydu...- Ruda przytuliła lekko zmieszaną przyjaciółkę.- Pamiętaj, że na nas możesz liczyć.
- Dzięki dziewczyny... No to co przytulasek?
- Jasne...- cała piątka utkwiła w uścisku.
Zapewne siedziałyby tak jeszcze długo gdyby nie Ann:
- No to co z tym Rogaczem? Hm?
- Nie odpuścisz co?- zapytała Miley podpierając się pod boki.
- Nieeeee...- odpowiedziała za co oberwała poduszką.
- Mów już...- pałeczkę przejęła Lily.
Dziewczyna ciężko westchnęła i wtuliła się w ramię obejmującej ją jeszcze Evans.
- Chodzi o to...- zaczęła- że ja go chyba nie kocham...
-Co?!- wykrzyknęły wszystkie na raz.
- Ale jak to?- zapytała Dorcas.
- Myślę, że traktuje go bardziej jako przyjaciela niż... chłopaka- wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo.
- Czyli co zerwiesz z nim?- zapytała Lilka chcąc się upewnić. Gdy zobaczyła jak przyjaciółka kiwa głową, ku swojemu zdziwieniu poczuła jakby kamień spadł jej z serca.
- Muszę... Nie chcę go okłamywać. Myślę, że on traktuje mnie podobnie. Zresztą wydaje wam się, że tego nie wiedzę?- na pytające spojrzenia dziewczyn dodała- Lily widzę jak na ciebie patrzy, zresztą ty też...
- Miley to nie tak...- Lilka zaczęła się wpatrywać w podłogę.
- Lil! Coś ty! Nie jestem zła. Black mi opowiadał o waszej „historii" od początku wiedziałam, w co się pakuję, a zresztą moje uczucie nie jest... tak głębokie. Ba! Nawet można powiedzieć, że go nie ma i wiem, że ze strony Rogacza jest tak samo-uścisnęła jej dłoń i wepchnęła sobie do buzi, garść mugolskiego popcornu.
- Serio?- zapytała Evans patrząc jej w oczy.
- Pewnie-przełknęła.- Zresztą na ciebie nie mogę się gniewać- obie się przytuliły przy głośnym " Ooo..." ze strony dziewczyn i „Ugh”-od Dorcas.
- Słuchajcie to bardzo słodkie i urocze, ale James gdy odpowiadał w pociągu nie kłamał bo fałszoskop nie gwizdał- oznajmiła Meadowes.
- Masz rację- zgodziła się Alicja.- Jednak pamiętacie co mówił?
-Że jest wyjątkowa i do nikogo innego nie czuł tego co do niej- powiedziała Dor, a jej usta układały się w literkę „O”.
- No właśnie!- okrzyknęła Miley.- Jego wyznanie nie było jednoznaczne.
- Myślę, że gdyby co James powiedział, że po prostu mnie kocha, albo, że wciąż mnie poznaje, ale ma nadzieję, że będzie z tego piękny związek- oznajmiła Mil wzruszając ramionami.
- Piękny związek. Pełen...-czarnowłosa wstrzymała powietrze i wystrzeliła do góry jak struna, poruszając barkami.-Namiętności!-wykrzyknęła i zaśmiała się, po czym odwróciła się do nich plecami i zaczęła udawać, że się z kimś całuje.
 Dziewczyny zachichotały.
- Spoko... Myślę dokładnie tak samo, ale jakby co... Muszę z nim pogadać...
- Wiesz, że nie musisz tego robić?
-Wiem Lily, ale chcę i zrobię to...
-Dziewczęta orientujecie się, że jest już 01:57?- zapytała Ann z nutką przerażenia w głosie.
- Już?! Musimy się kłaść... Dobrze, że jest jutro niedziela...- odpowiedziała Dor kierując się do łóżka, przykrytego bordową kapą.
Gdy światło było już zgaszone, a wszystkie leżały w swoich łożach, rozległo się kilka "dobranoc", a potem słychać już było tylko równomierne oddechy dziewcząt.







- Pobudka wstać- takie słowa obudziły Lily i jej przyjaciółki z samego rana.
- Mordy w kubeł!-krzyknęła Dorcas zakrywając się szczelniej kołdrą.
- Moja ukochana miła już od rana?- zapytał Łapa siadając na łóżku swojej dziewczyny.
- Po prostu nie lubię być budzona o poranku przez czterech imbecyli.
- Po pierwsze primo- jest już 12 i ominęło was śniadanie. Po drugie primo- jeden z tych imbecyli to twój chłopak, a po trzecie primo*- ej!- krzyknął Syriusz udając urażenie.
- Przymknij się Black...- powiedziała Lilka dość niewyraźnie ponieważ jej twarz leżała na poduszce. Chwilę potem zepchnęła ze swojego łóżka Petera, który szturchał ją w ramię próbując pobudzić.
- Wiecie, że jest już po 12?- zapytał James.
- I co z tego!?- zdenerwowała się Meadowes i również zepchnęła swojego chłopaka z posłania.
- Auuu...- zająkał Łapa pocierając obolałe miejsce.- Dlaczego po prostu nie wstaniecie?
- Bo chce nam się spaaaać...- ziewnęła Ann usadawiając się obok Remusa, który jako jedyny usiadł przy stole.
- Wstaniemy, ale wyjdźcie już...- Miley wstała i pociągnęła Pottera za rękę prowadząc go ku wyjściu.- Ale najpierw musicie się usunąć, żebyśmy mogły się przebrać.
-Ale nie przejmuj się... Nam to nie przeszkadza...- powiedział James uśmiechając się do swojej dziewczyny.
- Won!
- Dobra Milka- Remus wstał i pociągnął ze sobą huncwotów.- Śniadanie zostawiłem wam na komodzie.
- Jasne. Dzięki Luniu- podziękowała przyjacielowi Ruda wchodząc do łazienki i póściła mu buziaka w powietrzu.
- Widzimy się wszyscy o 16 na błoniach?- zapytała Alicja.
- Ok. Powiem chłopakom- uśmiechnął się i trzasnął drzwiami.







***






Dziewczyny właśnie szykowały się  na spacer gdy w pokoju wspólnym pewien rozczochraniec siedział i rozmyślał o czekającej  go rozmowie z pewną szatynką.
- Co ja mam zrobić? -  zapytał sam siebie.
- Mówiłeś coś? -  zapytała Miley,  która właśnie  weszła do pomieszczenia.
- Ja? Nie...
- James...?
- Tak?
- Myślę, że musimy porozmawiać...- wyciągnęła rękę  w jego kierunku, a gdy ją chwycił zaczęła iść w kierunku wyjścia.

Gdy spacerowali po błoniach wdychając świeży zapach trawy, Rogacz zapytał:
- O czym chciałaś porozmawiać?
Dziewczyna przystanęła i odwróciła głowę w jego stronę. Wzięła głęboki wdech i przemówiła:
- Myślę, że powinniśmy zerwać...- przy ostatnim wyrazie, zrobiła palcami cudzysłów w powietrzu.
- Dlaczego?- spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- James... Nie udawaj...- teraz ona zerknęła na niego, a  w jej oczach malował się smutek i wyrzuty. Gdy zobaczyła,  że  chłopak chce się odezwać dodała- Wiem, że obiecałam, że ci pomogę, ale nie chcę tego ciągnąć. Nie wiem czy w końcu „nie wpadnę” i nie będę oczekiwała czegoś na poważnie. To jak patrzysz na Lily. Nie wiem czy wzbudziłeś w niej zazdrość i wyszła z letargu i uświadomiła sobie, że coś do ciebie czuje, ale myślę, że naprawdę masz u niej spore szanse- usiadła na dużym głazie nieopodal i zgarbiona zaczęła machać nogami.- To, że się uśmiechasz gdy jest szczęśliwa... Rozmawiałam z dziewczynami i wiem, że nastawienie Lily bardzo się zmieniło.
Potter był mocno zaskoczony, ale po chwili gdy się otrząsnął powiedział:
- Przepraszam...
- Nie...- ku jego zdziwieniu ta zaczęła się  śmiać, aby po chwili jej usta wygięły się  w  szczerym uśmiechu.- James takie były od początku zamierzenia, tylko... Nie umiem ci pomóc wystarczająco.
Rogacz też się uśmiechnął.
- Czyli co między nami ok?- zapytał.
- No raczej.
Oboje uśmiechnęli się promiennie, a po podaniu sobie rąk mocno się przytulili.
-Wiesz... Właściwie mogę powiedzieć, że to ja-wskazała palcem na siebie.-Zerwałam z tobą- wskazała na niego.
-Jeżeli ci przytaknę poczujesz się lepiej?-zapytał i podniósł brwi.
 Ona zacisnęła usta i pokiwała energicznie głową.
-No to niedoczekanie twoje!-krzyknął i zaczął ją łaskotać.
Nie wiedzieli, że obserwowała ich rudowłosa dziewczyna. Nie wiedzieli też, że pękło jej serce. Ona sama nie widziała...



***




- Lily idziesz?- zapytała Dor trzymając w ręce klamkę. Patrzyła z wyczekiwaniem na koleżankę, która tępo wpatrywała się w okno.
- Taak...- dziewczyna odwróciła się do Meadows.- Wiesz co? Chyba nie pójdę. Trochę gorzej się czuję...
- Och... Zostać z tobą?- spytała z troską.
- Nie... Nie musisz... Położę się.
- Na pewno?
- Tak- Evans posłała jej wymuszony uśmiech i popchnęła czarnowłosą do drzwi.
Popatrzyła jeszcze jak się zatrzaskują i ułożyła się na łóżku. Nagle poczuła ścisk w żołądku. Nie rozumiała swojej reakcji. Miley i James są parą to normalne, że się przytulają i bawią, ale Simon miała z nim zerwać, a oboje byli nadzwyczaj szczęśliwi. Nie chciała iść na błonia i patrzeć jak idą trzymając się za ręce.
To by ją zabolało... Ale właściwie czemu? Czyżby po 6 latach zaczęła coś czuć do Pottera? Do Jamesa vel idioty Pottera? Chyba tak... Nagle powróciły wspomnienia...Po jej policzku poleciała łza, która wchłonęła się w miękki materiał poduszki.



"- Zostawcie go W SPOKOJU!
James i Syriusz spojrzeli w tamtym kierunku. Wolna ręka Jamesa natychmiast podskoczyła do jego włosów.
To była jedna z dziewcząt znad brzegu jeziora. Miała grube, ciemnorude włosy, które opadały na jej ramiona i zadziwiająco zielone oczy w kształcie migdałów.
- Wszystko w porządku, Evans? - spytał James, a ton jego głosu stał się nagle uprzejmy, głębszy, bardziej dojrzały.
- Zostawcie go w spokoju - powtórzyła Lily. Patrzyła na Jamesa ze wszystkimi oznakami wielkiej niechęci. - Co on wam zrobił?
- No cóż - stwierdził James po chwili zastanowienia - chodzi bardziej o to, że istnieje, jeśli wiesz, co mam na myśli...
Wielu z otaczających ich uczniów zaśmiało się, włączając w to Syriusza i Glizdogona, ale ani Lupin, wciąż najwyraźniej skupiony na swojej książce, ani Lily tego nie uczynili.
- Myślisz, że jesteś zabawny - powiedziała zimno. - Ale jesteś tylko aroganckim, znęcającym się szmaciarzem, Potter. Zostaw go w spokoju.
- Zostawię, jeśli umówisz się ze mną, Evans - odparł szybko James. - No dalej, umów się ze mną i nigdy więcej nie położę różdżki na starym Smarkerusie.
Za jego plecami Zaklęcie Unieruchamiające przestawało działać. Snape cal po calu ruszył czołgając się w kierunku swojej różdżki wypluwając kłęby mydlanej piany.
- Nie umówiłabym się z tobą nawet gdybym miała wybierać między tobą i wielką kałamarnicą - oznajmiła Lily.
- No to pech - powiedział rześko Syriusz i odwrócił się z powrotem do Snape'a - OJ!
Ale już było za późno. Snape wymierzył swoją różdżkę prosto w Jamesa. Błysnęło światło i na twarzy Jamesa pojawiła się rana, opryskując krwią jego szaty. Jamesem okręciło. Po następnym błysku światła Snape wisiał do góry nogami w powietrzu. Jego szaty opadły mu na głowę odsłaniając wychudłe, blade nogi i parę poszarzałych majtek.
Wielu ludzi pośród małego tłumu zaczęło bić brawa. Syriusz, James i Glizdogon ryczeli ze śmiechu.
Lily, której wściekły wyraz na twarzy zadrżał leciutko przez chwilę jakby miała zamiar się uśmiechnąć, powiedziała: - Sprowadź go na dół!
- Oczywiście - odparł James i machnął w górze różdżką. Snape upadł na ziemię jak pognieciony kłębek. Wyplątując się ze swoich szat wstał szybko z podniesioną różdżką, ale Syriusz krzyknął: - Petrificus Totalus! i Snape przewrócił się znowu sztywny jak deska.
- ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! - krzyknęła Lily. Teraz i ona miała wyciągniętą różdżkę. James i Syriusz zerkali na nią ostrożnie.
- Eh, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym cię zaklął. - powiedział poważnie James.
- Więc zdejmij z niego tę klątwę!
James westchnął głęboko, po czym zwrócił się w stronę Snape'a i wymruczał
przeciwzaklęcie.
- Proszę bardzo - powiedział kiedy Snape gramolił się na nogi. - Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie...
- Nie potrzebuję pomocy od takiej małej plugawej szlamy jak ona!"
To był zdecydowanie jeden z gorszych dni w jej życiu. Zawiodła się i na Jamesie i na Sev... Snapie. Rogacz długo ją potem przepraszał. Była dla niego ważna...






***





- Dlaczego Lilka nie przyszła?- zapytał Black.
- Mówiła, że się źle czuje...- odpowiedziała mu Meadows.
- Może powinna pójść do Skrzydła Szpitalnego?- zasugerowała Ann i wskoczyła w kałużę, ochlapując przy tym nogawkę spodni Dor, która spojrzała na nią z lekkim wyrzutem.
- Położyła się spać... Zresztą wiecie jaka jest. Nigdy jej tam nie zaciągniemy...
Wszyscy naraz westchnęli po czym wybuchnęli śmiechem z powodu wspólnej reakcji.
- Może już wracajmy do zamku? Robi się zimno...- zaproponowała Alicja.
- Ogrzeję cię swoimi ramionami- powiedział Frank, który dołączył do grupki z Gryffindoru i przytulił swoją dziewczynę z całych sił.
- Chodźmy zobaczyć co z Lily- powiedziała Dor ciągnąc ze sobą dziewczyny.- Bez was!- zawołała widząc, że chłopcy też się zbierają.
- Ale...
- Jakby co to was przecież zawołamy- postanowiła i odeszła za Ann, a po bokach trzymając Mil i Alę.


*Wiem, że  jest tylko primo, a  nie  pierwsze, drugie i trzecie, ale  oni przecież nie są geniuszami :P









1 komentarz:

  1. O nie :c Lily wszystko widziała :c Smutno mi :c
    Masz to naprawić Ala! Inaczej oczy wydrapię! ;-;

    OdpowiedzUsuń